Wieczny brak czasu, mnóstwo zalegających spraw i obowiązków, nerwy, stres i pośpiech. Znasz to?

To zastanawiające jak bardzo spieszymy się w tych czasach. Mam wrażenie, że im więcej robię, tym
więcej dochodzi mi rzeczy na liście “to do”. Kiedyś było to jeszcze bardziej przytłaczające, bo
brakowało mi kontroli i zorganizowania.

Jako mama trójki dzieci, metodą prób i błędów, nauczyłam się jak opanować sytuację i nie dopuścić
do zostania bez sekundy dla siebie samej. Dziś chcę się tym z wami podzielić.

Moje sposoby na mniej zalegających spraw:

■Zasada dwóch minut.
Możliwe, że spotkaliście się już z metodą dwóch minut. Chociaż brzmi banalnie to wymaga często
przełamania się na zasadzie “tu i teraz”. Na czym dokładnie polega?

Załóżmy, że zmęczona po pracy jesz kolację i po zjedzonym posiłku wrzucasz talerz do zlewu. W tym
momencie stajesz przed dylematem, czy zostawić go w zlewie i iść się kąpać, czy poświęcić kilka
sekund na jego umycie.
Przykład najprostszy z możliwych, ale pokazuje jak z kilku sekund można zrobić kilkanaście minut.
Zaraz dojdzie tam jedna szklanka, jedna łyżka, skoro już leżą tamte to i garnek dołączy do zacnego
grona nieumytych naczyń.
Brudne naczynia będą zbierać się w zlewie i co najgorsze – nie znikną samoistnie.

Tak właśnie jest z płaceniem rachunków, robieniem prania (znacie to? Pranie 1h, suszenie 5h,
rozkładanie tydzień), układaniem dokumentów, wyszorowaniem zabrudzonych butów, czy nawet
zmywaniem lakieru z paznokci. Każde odkładanie spraw na później, ma swoje konsekwencje i im
więcej czasu im dajemy, tym mocniej dokopią nam w odpowiednim momencie.

■Lista zadań.

Są dwa typy ludzi. Jedni śmieją się z list zadań i uważają je za zbędne zawracanie głowy, inni nie
potrafią zacząć dnia bez zerkania w notes. Niezależnie od tego w jakiej jesteście grupie, musicie
wiedzieć, że lista zadań nie gryzie, a bardzo ułatwia życie.

Będąc świadomi tego co musimy wykonać, mamy pewność, że nic nam nie umknie. Możemy
spokojnie rozplanować kiedy wykonamy jakąś czynność i nie denerwować się, że mamy tyle na

głowie – zdarza się, że zadań jest mniej niż nam się wydaje, ale nakręcamy się niepotrzebnie i czujemy
się wręcz osaczeni z każdej strony.
Pamiętajcie o tym, że stres odbija się na zdrowiu i to nie jest mit. Nie warto dorzucać go sobie jeszcze
więcej.

■Priorytety.

Zaczynając realizowanie rzeczy, na które nie mamy ochoty, bardzo często na koniec odkładamy to, co
wymaga największego wkładu pracy. To błąd, bo zostawiamy sobie wisząca nad głową sprawę, która
spędza sen z powiek. Kolejny raz niepotrzebnie.
Warto ustalić priorytety. Co jest najgorsze, najtrudniejsze, najbardziej czasochłonne i najważniejsze,
powinno być na pierwszym miejscu. Pozbywając się takiego ciężaru będziecie czuć się o niebo lepiej.

■Wyłączenie rozpraszaczy.

Nawet jeśli telewizor pełni u was rolę czysto dekoracyjną, to wciąż pewnie macie blisko jeden,
największy rozpraszacz świata.
Mowa oczywiście o smartfonie, w który zaglądamy sprawdzić jedną rzecz i nawet nie wiemy kiedy
zleciała godzina.
Warto zajrzeć ile czasu spędzacie na telefonie i jak często go odblokowujecie. Informacje te można
znaleźć w ustawieniach na większości telefonów.

■Wstawaj wcześniej.

Lubisz pospać do 10? Niestety tracisz w ten sposób dużo czasu i jeśli nie jest to powiązane z trybem
pracy, to warto to przemyśleć. Dzień, który rozpoczynamy wcześnie rano wygląda zupełnie inaczej niż
ten, który ma swój początek dopiero koło południa. Dobrze jest pomyśleć o dobrym starcie w nowy
dzień i zmusić się jakoś to ustawienia budzika.

■Bądź asertywna.

Kolega z pracy prosi Cię o zastąpienie, a Ty zgadzasz się mimo, że miałaś na ten dzień jakieś plany?
Niestety, musisz nauczyć się mówić “nie” i stawiać swoje potrzeby na pierwszym planie. Oczywiście
pomoc innym jest ważna i potrzebna, ale nigdy własnym kosztem. Musisz określić w tym momencie
czy na pewno jest Ci to na rękę i nie stworzy dodatkowych problemów.

■Szanuj swój czas.

Sąsiadka zaczepia Cię na ulicy i zaczyna godzinami opowiadać o bolącej stopie, szef nalega na
gratisowe nadgodziny, w telewizji leci jakiś program, który ani nie relaksuje, ani nie wnosi nic
ważnego, a mimo to wciąga. Umiejętność powiedzenia samej sobie, że właśnie marnuję czas jest
dobra.
Ostatnio przerwałam w ten sposób oglądanie zabawnych filmików, świadoma tego, że przez nie
pójdę spać później, a żaden z nich nie zostanie w mojej głowie na dłużej.

Jak widzicie podstawą jest ustalanie priorytetów, dzięki, którym powinniśmy nauczyć się nawyku nie
odkładania wszystkiego na później.

Powodzenia!