Dotarła do mnie jakiś czas temu jedna rzecz, którą bardzo chciałabym się tutaj podzielić. Otóż… Zgubiłam siebie.


W życiu przyjmujemy różne role, czasem dzieje się to zamoistnie, innym razem to nasze świadome wybory. Jaką rolę narzuciłam samej sobie i jaka poprowadziła mnie w złym kierunku?


Rolę Idealnej Pani Domu. To nie było tak, że wstałam rano i stwierdziłam, że “oho od dziś będę idealna”, to nakręcanie się trwało miesiące, jak nie lata. Sama narzuciłam na siebie presję, sama postawiłam cudze potrzeby ponad własne.


Kiedy dzieci wesoło zajadały śniadanie, a mąż dopijał kawę, ja biegałam pomiędzy pralką, a kuchnią, trzymając w ręku mopa. Robiłam córce wymyślne fryzury, jednocześnie sama mając na głowie ciężkie do opisania gniazdo od poduszki.Potrzeby mojej rodziny zawsze są i będą najważniejsze, ale czy naprawdę musiałam poświęcać każdą sekundę, na to żeby ich uszczęśliwić? Czy wiecznie błyszczący parkiet i ułożone na czas pranie sprawiają, że moje dzieci są szczęśliwe, a mąż dumny?


W tamtym okresie odpuściłam kupowanie nowych ubrań, kosmetyki do makijażu poszły zupełnie w odstawkę, a każdy grosz i każda minuta mojego życia była poświęcona rodzinie. Odbijało się to na moim nastroju, na wielu relacjach, ale czułam, że tak trzeba i miałam wyrzuty sumienia kiedy siadałam na kilka minut odetchnąć.
Teraz uczę się wykorzystywać wolny czas dla siebie, usiąść z książką, zrobić domowe spa, zjeść równie udanego naleśnika jak moje dzieci, a nie tego, który nie wyszedł.Świat nie upadł kiedy znów zaczęłam rano poświęcać dziesięć minut na makijaż zamiast lecieć wycierać kurze.  A nowy ciuch, raz na miesiąc czy dwa, nie odbił się na naszym budżecie. Dbam nie tylko o bliskich, ale też o siebie. I dopiero teraz czuję się taką Panią Domu jaką zawsze chciałam być – szczęśliwą.